Po 70. latach rodzina zmarłego na Pomorzu Zachodnim polskiego żołnierza z Bydgoszczy właśnie dowiedziała się, gdzie spoczywa. Tajemnicę udało się rozwikłać dzięki historycznej dociekliwości dwóch mieszkańców Przelewic. Rozszyfrowali zagadkę... literówki na nagrobku, przez którą latami bliscy oficera Sierki nie znali historii ostatnich godzin jego życia i miejsca pochówku.

Na cmentarzu w Kosinie niedaleko Przelewic spoczywa kpt. Władysław Sierko. Przez lata nikt nie wiedział, gdzie jest pochowany, bo na jego grobie błędnie zapisano nazwisko. Nie Sierko, a Sterko. W płycie nagrobnej cały czas widnieje feralna literówka - przyczyna historycznej tajemnicy.

Grób kapitana Sierki odnaleźli dwaj mieszkańcy Przelewic. W dokumentacji z II wojny światowej znaleźli informacje, że prawdopodobnie chowający żołnierza błędnie spisali z nieśmiertelnika jego nazwisko. W czasie wojny nigdy nie było w okolicach Przelewic żołnierza z nazwiskiem Sterko.

Okazało się, że w obozie jenieckim w Dobiegniewie przez 6 lat hitlerowcy więzili, kapitana Wojska Polskiego o nazwisku różniącym się jedną literą. Z dokumentów jenieckich wynika, że zmarł w 1945 roku. Kolejne dokumenty i relacje mieszkańców w końcu pozwoliły jednoznacznie rozwikłać zagadkę - to z pewnością grób kapitana Władysława Sierki z 65 Starogardzkiego Pułku Piechoty.