Dramat dwóch małych chłopców - są prokuratorskie zarzuty dla kuratorek z Drawska Pomorskiego, które miały nie dopełnić obowiązków i dopuścić do bestialskiego maltretowania dzieci. Zdaniem prokuratury nie zauważyły problemu w rodzinie, którą nadzorowały. Chłopcy byli katowani przez matkę i jej konkubenta, który miał również dopuszczać się przemocy seksualnej na dzieciach.

„Usłyszały zarzut, że niewłaściwie wywiązały się z obowiązków polegających na tym, że miały kontrolować sytuację w tej rodzinie i źle wykonywały obowiązki. Doprowadziły do tego, że mogło nastąpić maltretowanie dzieci" – oświadczył Ryszard Gąsiorowski, prokuratura Okręgowa w Szczecinie. Zamiast bezpieczeństwa i rodzinnego ciepła, dzieci przeszły przez piekło. Matka i jej konkubent znęcali się i gwałcili. Za horror dwóch chłopców odpowiedzą też kuratorki sądowe. „Usłyszały zarzut, że niewłaściwie wywiązały się z obowiązków polegających na tym, że miały kontrolować sytuację w tej rodzinie i źle wykonywały obowiązki. Doprowadziły do tego, że mogło nastąpić maltretowanie dzieci" – oświadczył Ryszard Gąsiorowski, prokuratura Okręgowa w Szczecinie.

Za zaniedbania w tej bulwersującej sprawie kuratorce zawodowej Aleksandrze P. i społecznej Barbarze K. grożą trzy lata więzienia. Obie nie są już związane z drawskim Sądem Okręgowym. Pierwsza, na własną prośbę odeszła na początku listopada 2017 roku, druga zrezygnowała rok wcześniej.

Kuratorzy zawodowi ponoszą odpowiedzialność porządkową i dyscyplinarną: od nagany do wydalenia ze służby kuratorskiej włącznie. Realnie w tym przypadku Aleksandra P. na razie nie poniosła żadnych konsekwencji. „ Z uwagi na faktyczne przedawnienie zdarzenia, natomiast w okresie wcześniejszym kiedy ta sprawa toczyła się w prokuraturze nie było celowości podwójnego prowadzenia i wyciągania konsekwencji w stosunku do kuratora. Gdyby Aleksandra P. została skazana – dyscyplinarnie to straciłaby pracę” - oświadczyła Beata Kardysz, kurator Okręgowy w Koszalinie. Prokuratura, w stosunku do podejrzanych kobiet nie zastosowała środka zapobiegawczego. Śledczy wykluczyli obawę matactwa. Kuratorki nie przyznają się do winy.

Koszmar chłopców wyszedł na jaw w marcu 2016 roku, kiedy skatowany, sześcioletni Marcel trafił do szpitala w Koszalinie. To co wykazało szokuje nawet doświadczonych śledczych. Marcel i jego brat mieli być przez matkę bici, kopani, zmuszali do siedzenia w lodowatej wodzie, zamykani w samochodowym bagażniku na długie godziny, a przez konkubenta matki gwałceni. Dramat dzieci dział się w hostelu przy Ośrodku Wspierania Dziecka i Rodziny. Miejscu, w którym rodzina, pod okiem specjalistów: pedagogów , psychologów i kuratorów - miała znaleźć azyl.

Po zdarzeniu, drawskie starostwo, pod które podlega Ośrodek przeprowadziło w nim kadrową rewolucje. Prace stracili dyrektor i jego zastępca. Matka dziecka i jej konkubent są oskarżeni o usiłowanie zabójstwa i znęcanie się nad dziećmi ze szczególnym okrucieństwem. Grozi im dożywocie. Chłopcy trafili do rodziny zastępczej.